Siadasz dziś do stołu w kasynie online, klikasz kilka razy i kręcisz kołem albo dobierasz kartę. Wygląda to jak coś naturalnego, jakby zawsze tam było. A przecież każda z tych trzech gier ma za sobą kilka stuleci, garść nazwisk i parę dość zaskakujących zwrotów akcji.

Ruletka, bakarat i blackjack nie powstały w jednym miejscu ani w jednej epoce. Łączy je tylko to, że przetrwały - i że dziś, w niemal niezmienionej formie, znajdziesz je w lobby Vavady obok setek slotów. Prześledźmy je po kolei.

Ruletka - dziecko matematyki i kurortów

Zacznijmy od najbardziej rozpoznawalnego symbolu kasyna - koła ruletki. Pierwowzór powstał w XVII wieku przy okazji zupełnie niehazardowych poszukiwań. Blaise Pascal, francuski matematyk i filozof, około 1655 roku konstruował maszynę perpetuum mobile, czyli urządzenie mające pracować bez końca. Maszyna oczywiście nie zadziałała, ale wirujące koło zostało. Z czasem dorobiło się przegródek z numerami i nazwy „roulette”, czyli po francusku po prostu „małe kółko”.

Ruletka w formie zbliżonej do dzisiejszej pojawiła się w paryskich salonach w drugiej połowie XVIII wieku. Przełomem był rok 1842, gdy bracia François i Louis Blanc opracowali wersję z pojedynczym zerem. Wcześniej koło miało dwa pola zerowe - 0 i 00 - co dawało kasynu sporo większą przewagę. Usunięcie podwójnego zera obniżyło przewagę kasyna z około 5,26 procent do mniej więcej 2,7 procent, więc gra od razu stała się przyjaźniejsza dla grającego.

Francja zakazała wtedy gier hazardowych, więc François Blanc spakował koło i w 1863 roku przeniósł się do Monako. To tam, w Monte Carlo, ruletka z pojedynczym zerem stała się legendą i znakiem rozpoznawczym europejskiego luksusu. Podwójne zero pojechało za to za ocean i zadomowiło się w Ameryce - i dlatego do dziś mówimy o dwóch wariantach: ruletce europejskiej (jedno zero) i amerykańskiej (dwa zera). Jeśli masz wybór, ta pierwsza jest dla ciebie korzystniejsza.

Bakarat - gra dla dworów i agentów wywiadu

Bakarat ma opinię gry eleganckiej i nieco onieśmielającej, a jego korzenie naprawdę sięgają salonów arystokracji. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od włoskiego „baccara”, czyli „zero” - bo figury i dziesiątki liczą się tu jako nic. Najczęściej powtarzana wersja mówi, że gra narodziła się we Włoszech w późnym średniowieczu, a w XV i XVI wieku przewędrowała do Francji, gdzie zakochała się w niej szlachta.

Przez kolejne stulecia bakarat pozostawał rozrywką dworów i prywatnych klubów - grano w niego za zamkniętymi drzwiami, z dala od zwykłych śmiertelników. Najsłynniejszy odłam, chemin de fer, stał się ulubieńcem francuskiej i brytyjskiej elity. To właśnie ten klimat ekskluzywności sprawił, że gra trafiła do popkultury.

Tu wkracza James Bond. Ian Fleming w pierwszej powieści o agencie 007, „Casino Royale” z 1953 roku, posadził Bonda właśnie przy stole do bakarata - to przy nim toczy się pojedynek z Le Chiffre'em. Przez dekady bakarat był więc dla widzów synonimem szpiegowskiego szyku i smokingów. Mechanika gry jest tymczasem zaskakująco prosta: obstawiasz, czy wygra ręka gracza, ręka bankiera, czy padnie remis - i nie musisz podejmować żadnych trudnych decyzji. Ta prostota plus prestiż to powód, dla którego bakarat świetnie czuje się dziś w wersji online i na żywo.

Blackjack - od „dwudziestu jeden” do liczenia kart

Blackjack zaczynał życie pod inną nazwą. Jego przodkiem jest francuska gra „vingt-et-un”, czyli dosłownie „dwadzieścia jeden”, popularna już w XVIII wieku - wzmiankuje o niej choćby hiszpański pisarz Miguel de Cervantes. Zasada była ta sama co dziś: zbierz w kartach jak najbliżej 21, ale nie przekrocz tej liczby.

Gra przedostała się do Ameryki i tam dostała nową nazwę. Według popularnej wersji kasyna w czasach pionierskich kusiły graczy specjalną premią: kto dostał asa pik razem z czarnym waletem (po angielsku „black jack”), inkasował dodatkową wypłatę. Promocja zniknęła, ale nazwa „blackjack” przylgnęła do gry na dobre.

Prawdziwa rewolucja przyszła jednak w 1962 roku. Matematyk Edward Thorp wydał książkę „Beat the Dealer”, w której pokazał metodę liczenia kart - śledzenia, ile kart wysokich i niskich zostało jeszcze w bucie, by ocenić, kiedy szanse przechylają się na stronę gracza. To był pierwszy dowód, że blackjacka da się grać z realną przewagą nad kasynem. Książka stała się bestsellerem, kasyna zaczęły tasować częściej i wprowadzać kolejne talie, a blackjack na zawsze zyskał reputację gry, w której liczy się głowa, a nie tylko fart.

Jak ta trójka trafiła do Vavady

Każda z tych gier przeszła tę samą drogę: z fizycznego stołu na ekran. Najpierw, w latach 90. i na początku dwutysięcznych, do kasyn online wkroczyły wersje czysto cyfrowe - generator liczb losowych zastąpił krupiera i koło. Potem przyszło kasyno na żywo, w którym przez kamerę widzisz prawdziwego krupiera obracającego prawdziwym kołem ruletki i rozdającego karty w czasie rzeczywistym.

W Vavadzie znajdziesz dziś wszystkie warianty tej trójki obok siebie - europejską ruletkę z jednym zerem, kilka odmian bakarata i blackjacka, a do tego stoły na żywo. Mechanika jest dokładnie ta, którą wymyślili Pascal, bracia Blanc czy gracze starego „vingt-et-un”. Zmieniło się tylko medium i to, że stół masz teraz w kieszeni, a nie w paryskim salonie.

To miła świadomość, gdy kolejnym razem klikniesz „zakręć” albo dobierzesz kartę: bierzesz udział w czymś, co ma za sobą kilkaset lat. Pamiętaj jednak, że historia nie zmienia jednej rzeczy - te gry wciąż opierają się na przypadku, a kasyno zachowuje swoją przewagę. Grasz dla rozrywki, w ramach budżetu, który możesz spokojnie odpuścić. Tyle wystarczy, żeby cieszyć się klasyką.